Można śmiało powiedzieć, że w świecie prawniczym nowy rok upływa pod znakiem interesujących rozważań w kwestii kredytów we frankach.

Na początku należy wspomnieć o skierowaniu pięciu pytań prejudycjalnych do TSUE przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, które dotyczą umowy kredytu indeksowanego do kursu franka szwajcarskiego (sygn. XV C 458/18). Pytania zostały wysłane do Trybunału w Luksemburgu jeszcze 30 grudnia 2019 r., a na rozstrzygnięcie wątpliwych zagadnień trzeba będzie zapewne poczekać ponad rok. Warto za gdańskim sądem przytoczyć osnowę tychże pytań, które niewątpliwe będą szeroko dyskutowane i stanowić będą istotne punkty odniesienia na pojęciowej mapie problematyki kredytów denominowanych lub indeksowanych do obcej waluty.

 

Po pierwsze, SO w Gdańsku powziął wątpliwości w zakresie charakteru aneksu do umowy kredytowej we franku. Upraszczając można powiedzieć, że pytanie dotyczy możliwości uznania poszczególnych punktów umowy kredytowej za nieważne, gdy zostały one wcześniej zmodyfikowane aneksem. Posługując się przykładem – czy w sprawie konsumenta, który zawarł umowę kredytu we frankach można skutecznie domagać się unieważnienia umowy również wtedy, gdy aneks eliminował z umowy potencjalnie niedozwolone zapisy i czy w takim przypadku dochodzi do swoistego „uzdrowienia prawnego” umowy jako takiej?

 

Po drugie, palącym problemem wydaje się relacja poszczególnych zapisów umownych w danym punkcie wobec charakteru całego punktu umowy, a także relacja między poszczególnym punktem a całością umowy. Chodzi więc o pewną kaskadowość, stopniowalność postanowień umownych i sprawę ich uregulowania. Gdański sąd zwrócił uwagę na tę kwestię formułując pytanie dotyczące sposobów określania wartości kursu waluty. Innymi słowy, czy możliwa będzie sytuacja, w której sądy wyrugują z umowy kredytowej jednostronne i niejednoznaczne postanowienia proponowane w umowach przez banki, na podstawie których kurs walutowy wyliczany był przy pomocy marży bankowej (tzw. „spread walutowy”, czyli różnica między ceną kupna a sprzedaży waluty przez bank, która jest kształtowana samodzielnie i różnorodnie przez banki) i zastąpią przelicznik na przykład średnim kursem NBP? Ogólnie rzecz biorąc, chodzi zatem o ważność fragmentów zapisów umowny wobec jej większej części.

 

Po trzecie, często analizowaną częścią umowy będą właśnie zapisy dotyczące owego przelicznika kursuspreadu. W tym miejscu TSUE będzie musiał zmierzyć się z tą problematyką w kontekście tzw. „Ustawy antyspreadowej” z 2011 r.

 

Po czwarte, Sąd Okręgowy zapytał również o charakter prawny instytucji „unieważnienia umowy”, przede wszystkim zaś o skutek unieważnienia umowy wobec czasu jej zawarcia. Dyskusyjnym jest to, od jakiego momentu powinno liczyć się nieważność i czy generalnie jej unieważnienie wywołuje skutki ex tunc (czyli wstecz aż do momentu zawarcia umowy). Samo unieważnienie stało się statystycznie częściej orzekane przez sądy (dane za listopad 2019 r.), jednak klientom zależy niekiedy „jedynie” na tzw. „odfrankowieniu umowy”, czyli przewalutowania kredytu na złotówki, uwzględniając kurs na dzień zawarcia umowy.

 

Po piąte wreszcie, TSUE ma rozstrzygnąć problem informowania banków przez sądy o możliwych roszczeniach (w związku z art. 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej), w szczególności zaś o roszczeniach w ogóle nie zgłoszonych przez bank albo roszczeniach, co do których powstają nie dające się łatwo usunąć wątpliwości. Pytanie więc o to, czy sąd powinien automatycznie zastępować niedozwolone postanowienia umowne takimi, na które wskazywałyby względy słuszności oraz czy powinien podejmować inicjatywę w tym zakresie bez stosownego wniosku strony. Przykładowo w sprawie państwa Dziubaków odsetek o korzystanie z kapitału bank będzie dochodził odrębnie. Ważnym jest, czy sądy zobligowane są do udzielania informacji o możliwościach dochodzenia konkretnych roszczeń.

 

Kwestia pytań prejudycjalnych sformułowanych do TSUE może budzić mieszane odczucia. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z ucieraniem się stanowiska, kształtowaniem linii orzeczniczej i procesem ugruntowywania się poglądów na temat węzłowych zagadnień kredytów frankowych, co może być zjawiskiem pożądanym ze względu na szersze, bardziej dogłębne spojrzenie na sprawę. Z drugiej jednak strony fakt ten może wywołać liczne zawieszenia postępowań sądowych. Taki obrót sprawy wydaje się być korzystniejszy dla banków, te bowiem w dalszym ciągu będą uprawnione do pobierania należności wynikających z umowy kredytowej, a kredytobiorcy pozostaną w płatniczym impasie. To czy dojdzie do procesu lawinowego zawieszania postępowań sądowych w oczekiwaniu na werdykt TSUE zależy od suwerennej decyzji samych sędziów. Podczas oczekiwania na poprzednie odpowiedzi TSUE związane z pytaniami prejudycjalnymi Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie państwa Dziubaków (sygn. XXV C 2514/19) sądy zawiesiły kilkaset spraw frankowych, a rozpatrzyły w tym czasie około tysiąca.

 

Nie można przejść także obojętnie wobec ostatniej skargi mBank do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W procesie frankowym przed Sądem Apelacyjnym mBank wniósł o zawieszenie postępowania ze względu na konieczność rozpoznania przez ETPCz skargi na naruszenie przez Polskę przepisów Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (tzw. „Konwencja Europejska”) w zakresie prawa do rzetelnego procesu. Bank zarzuca stronniczość sędziego, a prawnicy dopatrują się w tym postępowaniu intencjonalnego przewlekania procesu. Nie do zakwestionowania jest jednak fakt, że po rozstrzygnięciu w sprawie państwa Dziubaków i na fali wielu wygranych przez kredytobiorców procesów frankowych, gdzie trend orzeczniczy odwrócił się wyraźnie na korzyść klientów, banki wykorzystują wszelkie możliwe narzędzia prawne, by chronić swoje portfele kredytowe i utrzymać w mocy jak najwięcej umów w niezmienionej postaci.

 

Rok 2020 oznacza z pewnością wiele nowych batalii przy umowach kredytowych we frankach. Linia orzecznicza wciąż pozostaje bardzo labilna, a obok samych pytań o unieważnienie umowy wysoce sporne pozostają m.in. aspekty korzystania z kapitału banku. Poza tym nadzieja na wydanie przez Sąd Najwyższy uchwały „siódemkowej” w sprawie kredytów frankowych, która przecięłaby niektóre prawne węzły spekulacyjne wydaje się wciąż płonna.

 

By odwołać się do liczb i nakreślić wagę problemu można powiedzieć, że na 15,24 mln polskich kredytobiorców znajdujących się w bazie Biura Informacji Kredytowej, prawie 800 tys. to osoby spłacające kredyty mieszkaniowe we frankach, natomiast samych kredytów frankowych jest obecnie ponad 458 tys. (niektóre umowy ujmowane są w statystyce łącznie jako zawarte przez małżeństwa). Problem ten wydaje się zatem bardzo istotny i aktualny.

 

Kancelaria TPZ oferuje pełną obsługę prawną w tym zakresie.